Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Stoję na czubku wulkanu nad dziurą do wnętrza ziemi. Co kilka minut strzela w górę jak fajerwerk fontanna lawy, która rozpala noc czerwoną łuną. To tak, jakby oglądać początek lub... koniec świata.

Stoję o metr od krawędzi krateru. W ciemności można jednak odróżnić kontury pobocznych stożków. W dole, pod stopami czarna czeluść, w której widoczne są cztery gorejące dziury. Co kilka minut z jednej z nich wystrzeliwuje z rykiem i świstem w powietrze lawa i rozpryskuje się wokół.

1 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Magda Pannert

Czasem ściany pokryte są czystą, ostrą barwą – intensywnego błękitu, różu, oranżu czy turkusu. Bajecznie wyglądają na ich tle kępy fioletowych i amarantowych bugenwilli lub oleandrów w pastelowych barwach. Na ogół jednak ściany zabudowań są białe, a ostro odcinają się za to drewniane drzwi i bramy np. w intensywnie habrowym kolorze.

2 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Ewa Cichocka

Ginostra znajduje się z kolei po drugiej stronie wyspy i można do niej dotrzeć drogą morską. Ta rybacka wioska liczy już kilkudziesięciu stałych mieszkańców. To tam przedzierała się z północy wyspy bohaterka, grana przez Ingrid Bergman w słynnym filmie Roberta Rosseliniego – „Stromboli - ziemia Boga”. Ten film, sprzed ponad pół wieku, rozsławił i ujawnił jakby światu istnienie w Europie małych wysepek, na których od tysięcy lat żyją ludzie. Dziś mieszkańcy kultywują filmowy epizod.

3 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Magda Pannert

Spacery po labiryncie ulic są jak nałóg. Okazuje się, że za każdym zakrętem można spotkać kolejną niespodziankę. Następny dom, który ma uniklany kolor, wtopinony w bujne, kolorowe krzewy, czy też w ostre, obsypane żółtymi kwiatami opuncje. Przez bramy, czy parkany zaglądam ciekawie do wnętrza, które emanuje spokojem i jest jakby poza czasem. Tu jakby nic się nie zmienia.

4 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Kamila Buszkiewicz

Trwa senne, proste życie, a stare, użytkowe przedmioty wyglądają jak teatralne rekwizyty. Jedyny gwar i emocje, to przejeżdżający wózek spalinowy ze świeżymi rybami „Pesce fresce”, kiedy trzeba czasem „przykleić” się do parkanu lub schować w najbliższej bramie.

5 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Ewa Cichocka

Każdy dom okalają kolorowe krzewy i owocowe drzewa. Właśnie dojrzewają figi, a drzewka cytrynowe uginają się pod ciężarem ogromnych ok. 0,5 kg owoców. A co ciekawe, na ziemi leżą żółte giganty, których tu nikt już nie zbiera.

6 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Kamila Buszkiewicz

Małe domki, ocienione tarasiki i proste kolumny. To typowy styl architektury eoliańskich domów. Prosta, biała bryła budynku z płaskim dachem służyła jako miejsce suszenia warzyw i owoców oraz zbierania deszczówki. Do tego prosty taras zadaszony trzciną, a wsparty na 2-3 białych, pękatych kolumnach, który chronił przed palącym słońcem.

7 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Magda Pannert

Kiedy zapuszczam się w głąb brukowanej wulkanicznymi skałami uliczek, wspinających się już na stoki wulkanu, dochodzę do ostatnich zabudowań w malowniczych, opuszczonych ogrodach. Uliczka niepostrzeżenie zamienia się w kamienną ścieżkę i prowadzi gdzieś w górę na zapomniane poletko i na mały cmentarz, gdzie nie zmarnowano, ani kawałeczka w miarę płaskiego gruntu.

8 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Magda Pannert

Często w labirycie uliczek można trafić w parkanie czy murze na małą kapliczkę, której patron chroni dom i jego mieszkańców przed groźną górą. Czasem można też dostrzec w ogrodzie lub też osadzoną w murze lapillę, bombę wulkaniczną, która jakiś czas temu właśnie tu zakończyła swój szaleńczy lot z góry.

9 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Ewa Cichocka

Poruszam się bez planu. Kierunki są cztery: do morza i do wulkanu, do portu i w przeciwną. Kiedy zmierzam w kierunku morza docieram wąskimi przesmykami do małych, czarnych i kamiennych plaż. Nad nimi niemal wiszą białe zabudowania, a kameralna zatoczka może pomieścić ledwie 2-3 ręczniki plażowe.

10 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Ewa Cichocka

Wśród turystów widać czasem mieszkańców. Strombolanie na ogół nie różnią się od innych z małych, włoskich miejscowości. Ale czasem spotykam ludzi o charakterystycznych i wyróżniających ich włosach. Są często długie, gęste i bardzo kręcone. Udało mi się zobaczyć ich kilku – tylko mężczyzn i wydawało mi się, że łączyło ich coś wspólnego. Może silne geny cech Kartagińczyków, Greków i Rzymian, którzy władali Liparami przez wieki?

11 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Ewa Cichocka

Kiedy nasz katamaran dopływa do małej przystani na Stromboli przy czarnej plaży, jest duże zamieszanie. Wysiadający i wsiadający pasażerowie taszczą po trapach swoje ciężkie bagaże. Wyładowywany jest transport zamówionych towarów. (Większość żywności, a nawet woda, dostarczane są tu bowiem z lądu). Tłum kierowców i tragarzy poszukuje swoich gości. Wielkie walizy, torby i plecaki trafiają na małe meleksy i spalinowe, osobowe wózki. Nie ma tu ulic i samochodów.

12 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Ewa Cichocka

Oglądając stare fotografie sprzed pół wieku, widzę zupełnie inny obraz Stromboli. Domki z kolumnami są mniej malownicze, są zniszczone, widać biedę. Dziś nowe, kolorowe elewacje przypominają domy pod wynajem, niż prawdziwe domy rybaków. Niesamowity urok miały parowce z wielkimi kominami z kłębami czarnego dymu. Dziś można sobie wyobrazić, jak zbliżający się statek w okolice portu dawał sygnały.

13 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Magda Pannert

Na plaże wybiegali wówczas mieszkańcy, czekający na rodziny, wiadomości i przesyłki z lądu. Do brzegu pasażerowie docierali wiosłowymi łodziami. Plaża nie zmieniła się, zmienili się jedynie ludzie i środki transportu. Z tej samej plaży wypływamy ribbem na wysepkę Strombolicchio.

14 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Ewa Cichocka

Stare i współczesne zdjęcia łączy jedno - 100-letnia latarnia morska na szczycie niezmiennie tkwi w morzu w pobliżu Stromboli. Ta skała o pionowych, wysokich na ponad 40 m ścianach 200 tys. lat temu była częścią pierwszego „komina” wulkanu Stromboli. Dopiero później pojawił się właściwy krater, który z lawy i popiołów utworzył dzisiejszą wyspę.

15 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Ewa Cichocka

Strombolicchio jest dziś bez latarnika, a po starych stopniach można wspiąć się na taras, z którego rozciąga się niesamowity widok na całe Stromboli. Widać plaże, porcik, obie parafie, zabudowania, a także stoki wulkanu, a nawet stalowe wiaty na szczycie. Latarnia nadal wysyła wiązkę „dobrych wiadomości” w mrok nocy, a w ciągu dnia można tam zastać jedynie wielkie morskie ptaki.

16 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Ewa Cichocka

Część domów jest opuszczona, część pozamykana i otwarta jedynie na dwa letnie miesiące w roku dla wakacyjnych gości.

17 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Ewa Cichocka

Urodę malowniczych zaułków dopełniają stare skutery i wymalowane na bramach emblematy tzw. strombolijskiego serca czy jak uważają inni - kapara.

18 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Kamila Buszkiewicz

Spod kościoła San Vincenzo ruszamy w górę ok. godz. 18.00. Naszym przewodnikiem jest Mario – czarnowłosy mężczyzna o wyraźnie „miejscowych” cechach. Wyposażona w kask (wybrałam z wypaloną dziurą od kawałka lawy, zakładając, że drugi raz „nie odbierze” ciosu), zabieram wodę, coś słodkiego, cieplejsze ubrania i kije trekingowe.

19 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Magda Pannert

Czerwone kawałki rozpalonych do czerwoności skał opadają dziwnie, jakby w zwolnionym tempie i z plaskaniem uderzają o czarne wnętrze krateru. Słychać i widać, że skały są miękkie i plastyczne. Trwa to kilka sekund i znów w czarnej czeluści jarzą się cztery ogniki. Zastanawiam się, który wystrzeli następny. Próbuję dostrzec symptomy zbliżającej się kolejnej erupcji. A tu niespodzianka. Kolejny raz wystrzelił w górę tan sam otwór. Znów euforia. Ludzie krzyczą, cieszą się, filmują i robią zdjęcia. I to wszystko dzieje się naprawdę, to nie... film na Discovery. Przewodnik składa gratulacje, a ja wciąż wpatruję się w ten pierwotny i straszny, ale niezmiernie ważny spektakl natury.

20 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Magda Pannert

Na morzu przy zachodnich stokach Stromboli, gdzie spływa gorąca lawa do morza – Sciara del Fuoco, widać światełka łodzi z pasażerami, którzy przypłynęli, aby oglądać nocne widowisko. W ciągu dnia dymy z kraterów mieszają się z chmurami, dlatego wieczorem widok na czerwone fontanny lawy jest ekscytujący. Stąd też pewnie nazwa wyspy nadana przez żeglarzy – „latarnia Morza Tyrreńskiego”.

21 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Magda Pannert

Radość z przebywania w tak niesamowitym miejscu, usprawiedliwia wszelkie trudy. Nagroda jest wielka. I pomimo zapowiedzi spektaklu, jest dużym zaskoczeniem. Wracając przechodzimy przez Dolinę Księżycową i patrzymy na pierwotny, główny krater.

22 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Ewa Cichocka

Stoję na czubku wulkanu nad dziurą do wnętrza ziemi. Co kilka minut strzela w górę jak fajerwerk fontanna lawy, która rozpala noc czerwoną łuną. Słyszę ryk wulkanu i czuję zapach siarki. To tak, jakby oglądać początek lub... koniec świata. Wokół tylko morze. Wieje i gwiżdże silny wiatr. Pewnie tak samo wiał, wypuszczony z worków podarowanych Odyseuszowi przez króla wiatrów Eola

23 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Ewa Cichocka

Wglądamy jak górnicy. Idziemy niemal po omacku, wciąż w dół i w dół. Droga wije się i zakręca, przypominając labirynt, z którego nie ma wyjścia. Kolana bolą, ale niedawne silne przeżycia są jakby znieczuleniem.

24 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Halina Banach

W końcu dochodzimy do twardej ścieżki, i zaczynamy dostrzegać pierwsze, najwyżej położone zabudowania parafii San Vincenzo. Docieramy do kościoła, spod którego rozpoczęliśmy wyprawę. Dochodzi północ, oprócz nas, powracających ze wspinaczki – nie ma tu nikogo. Oddajemy kaski, robimy ostatnie zdjęcia z przewodnikiem i idziemy wznieść zwycięski toast w jedynym chyba czynnym barze w nocy.

25 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Magda Pannert

U jego stóp rozrzucone są sześciany domków, odcinających się nieskazitelną bielą od czarnych skał i żywej zieleni. Obserwując okolice, dopiero zauważam, że nasz katamaran odpłynął, a z tłumu przyjezdnych, pozostało zaledwie parę osób. Tak kilka razy w ciągu dnia, na krótką chwilę ożywa nabrzeże. Przez resztę jest sennie i spokojnie, nie ma tu prawie nikogo. Można powiedzieć, że cisza to synonim tej wyspy i o dziwo nie jest to w sprzeczności z... czynnym wulkanem.

26 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Ewa Cichocka

5 100-letnia latarnia morska na szczycie niezmiennie tkwi w morzu w pobliżu Stromboli. Ta skała o pionowych, wysokich na ponad 40 m ścianach 200 tys. lat temu była częścią pierwszego „komina” wulkanu Stromboli. Dopiero później pojawił się właściwy krater, który z lawy i popiołów utworzył dzisiejszą wyspę.

27 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Ewa Cichocka

Jedyny transport to skutery i małe pojazdy. Rozglądam się po pobliskiej plaży, która stanowi zarówno miejsce postoju rybackich łodzi, motorówek jak i kąpielisko. Zabawnie i malowniczo wyglądają kolorowe ręczniki na czarnym jak sadza piachu. Choć ma on swój niezwykły urok - kiedy zaświeci słońce, mieni się srebrzystymi drobinami jak szlachetna materia. Do tego nie... brudzi.

28 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Magda Pannert

Nawet woda w morzu wydaje się smolista, a jedynie piana z rozbijających się fal, rozjaśnia nieco brzeg. Nieopodal portu, przed nami, wznosi się ostro w górę szczyt wulkanu Stromboli – główny cel wizyty na wyspie.

29 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Halina Banach

Nasz, mały samochodzik pokonuje wąskie i kręte uliczki. Mają czasem ledwie 2-3 m szerokości i biegną pomiędzy domami i okalającymi je szczelnie murowanymi parkanami. Biały labirynt wąskich korytarzy jest jednak oznakowany dla pojazdów - siłą rzeczy uliczki są tu głównie jednokierunkowe. Niemal każdy dom ma swoją ceramiczną tabliczkę z rysunkiem i nazwą – na ogół związaną z wulkanem i morzem.

30 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Magda Pannert

Przed odnowioną fasadą kościoła San Vincenzo toczy się życie towarzyskie. Jest tu mały placyk z tarasem i wspaniałym widokiem z jednej strony na morze i małą wysepkę Strombolicchio, a z drugiej za kopułą i wieżą kościoła na ponury szczyt Stromboli. Jest kilka sklepów: spożywczy, apteka, pamiątki, bar i biura organizujące wejścia na szczyt wulkanu.

31 / 31

Wulkan Stromboli - wyspa z ognia

Obraz
© Magda Pannert

Wyspa Stromboli ma dwie osady, bo trudno nazwać je miasteczkami. Większa Stromboli liczy ponad 400 mieszkańców i tu głównie mieszkają turyści. Dwie parafie San Vincenzo i San Bartolo (patron wyspy) zajmują niemal cały, w miarę płaski teren u stóp wulkanu z północnej strony wyspy. Reszta wybrzeży kończy się w morzu urwistym spadkiem, pod kątem blisko 40 stopni.

włochywulkanstromboli

Wybrane dla Ciebie

Komentarze (0)